przedruk z Bethel Ministries Newsletter, styczeń/luty  1987

SIMON MÓWI . . .

Unikaj własną rodzinę

autorzy: Joe i Helen Ortega oraz Randy Watters

źródło: http://www.freeminds.org/doctrine/simon.htm

tłumaczenie: Marek Boczkowski

"Simon mówi" to gra, w którą zwykle bawią się dzieci; jest to coś w rodzaju naśladowania lidera. Jednakże czasami - kiedy grają w nią dorośli - ma poważne konsekwencje. Ten artykuł mówi o takich właśnie konsekwencjach, które można zaobserwować u Świadków Jehowy.

Nie tak dawno temu w tym Biuletynie [Bethel Ministries Newsletter] poruszano już temat wykluczenia, więc prosimy o wyrozumiałość, jeśli pojawią się tutaj pewne powtórzenia. Być może po przeczytaniu listów, jakie nadeszły po ukazaniu się wcześniejszego materiału zrozumiesz potrzebę ukazania się kolejnego artykułu. Są czasami dni kiedy trudno powstrzymać łzy czytając te listy i dostrzegając płynący z nich ból i cierpienie, którymi doświadczanych jest tak wiele osób opuszczających Strażnicę.

Jak wiadomo, Świadków Jehowy spokrewnionych z kimś takim zachęca się do traktowania go gorzej niż obcego. Wyrzutek ma być unikany jak gdyby nie istniał, a postępowanie wobec niego jest pozbawione ludzkiej uprzejmości i współczucia. Dla osób nie związanych ze Strażnicą takie traktowanie jest szokujące. Mało tego, jest to coś całkowicie odmiennego od zalecenia, jakie Jezus nakazał przestrzegać swoim uczniom. On powiedział, będziemy rozpoznawać ich po miłości (1 Jana 13:35).

Poniżej podajemy przykład traktowania jakie spotkało pewnego mężczyznę, który zrezygnował z przynależności do Towarzystwa Strażnica kiedy zrozumiał, że nie ma ono "prawdy". Jego żona rozwiodła się z nim po opuszczeniu przez niego TS. Miał on poważny wypadek samochodowy i spędził wiele tygodni w szpitalu z powodu rozległych obrażeń. Pisze on:

Moja była żona nie pozwoliła dzieciom zadzwonić, by się dowiedziały jak się miewam czy nawet wysłały mi pocztówkę. Nikt ze Świadków Jehowy nigdy nie przyszedł ani nie napisał listu, żeby się przekonać co się ze mną dzieje. Zostałem jednakże pobłogosławiony pewnymi dobrymi chrześcijańskimi przyjaciółmi, którzy do mnie dzwonili i odwiedzali w szpitalu.

Inny list pochodzi od pewnej pani, która nie była nigdy Świadkiem Jehowy. Jej córka została Świadkiem. "Zbrodnia" tej pani polegała na byciu chrześcijanką i uczęszczaniu do chrześcijańskiego kościoła. Napisała takie oto łamiące serce słowa: "Przestała mnie odwiedzać i nie przyprowadzała też do mnie wnuków. Proszę mi powiedzieć co mogę zrobić?"

W jeszcze innym liście czytamy: "Po moim wykluczeniu cała moja rodzina nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Nie mogę widywać się z córką lub z jej dziećmi. To trwa już 5 lat".

Pewien mężczyzna z Florydy pisze: "Mam cztery córki i nie widziałem ich już trzy lata. One są Świadkami Jehowy". Młoda kobieta z Chicago napisała niedawno: 

Niezwykle trudno jest moim dzieciom zrozumieć dlaczego nie mogą iść na pogrzeb swojej babci. Ona zmarła jako Świadek Jehowy i cała rodzina jest Świadkami. Powiedziałam im, że nie możemy iść ponieważ zostałam wykluczona. Ale one naprawdę tego nie pojmują.

Dlaczego ta tak zwana Biblijna organizacja ma tak niebiblijne i bezlitosne zasady rozrywające więzi rodzinne? Zastanówmy się raz jeszcze nad ich wyjaśnieniami opartymi na różnych wydaniach czasopisma Strażnica. Już w roku 1963 oznajmili: 

Prócz tego wykluczenie ze społeczności jest dla wszystkich w zborze ostrzegawczym przykładem, na którym mogą poznać przykre następstwa nieposzanowania praw Jehowy. Paweł powiedział: „Grzeszników napominaj wobec wszystkich, aby inni się lękali.” — 1 Tym. 5:20. (The Watchtower z 1 lipca 1963, s.411 [Strażnica nr7 z 1964])

Chociaż wykluczanie nie okazujących skruchy rażących grzeszników jest biblijnie uzasadnione (1 Kor. 5:13), to TS wyłącza każdego, kto nie zgadza się z najdrobniejszym elementem polityki lub nauczania Strażnicy; z tego powodu przez wielu postrzegani są jako sekta. Bycie wykluczonym przez starszych z ramienia Strażnicy (nawet za pomniejsze doktrynalne zagadnienia) oznacza bycie całkowicie odciętym od dobrych stosunków także z Bogiem

Odłączenie od organizacji oznacza wielkie nieszczęście. Wykluczenie z społeczności oznacza oddzielenie zarówno od widzialnej organizacji Bożej na ziemi, jak również od Jehowy i Jego życzliwości. Wykluczenie ze społeczności, którego zbór dokonuje, potwierdza tylko to, co się już odbyło w niebie. Widzialni słudzy Boży [starsi] przez to zarządzenie pokazują, że uznają to, co uczynił Jehowa z nieba. (kursywa dodana)

Jeśli ktoś jest wykluczony ze społeczności, jest on odłączony od zboru. Zbór nie ma z nim nic wspólnego. Członkowie zboru nie podają jemu ręki jako oznaki społeczności. Nie mówią mu nawet „dzień dobry” lub „do widzenia”. (The Watchtower z 1 lipca 1963, s.411,412 [Strażnica nr7 z 1964])

[Członkowie zboru] nie prowadzą z nimi ładnych rozmów; w żaden sposób nie zwracają na nich uwagi. Jeżeli osoba, którą wykluczono ze społeczności, próbuje rozmawiać z innymi osobami ze zboru, powinny one po prostu pozostawić ją i odejść. W ten sposób dana osoba odczuje powagę swego grzechu. (...) Osoba, którą wykluczono ze społeczności, uczyni dobrze, gdy zaraz sama zwróci uwagę takiemu niepoinformowanemu, że rozmowa nie byłaby na miejscu. (The Watchtower z 1 lipca 1963, s.413 [Strażnica nr7 z 1964], kursywa dodana)

A co z więzami krwi? The Watchtower z 15 lipca 1963 roku odpowiada na to pytanie szczegółowo. Rozpatrzono tam więzy rodzinne osób nie mieszkających pod jednym dachem oraz rodziny żyjące wspólnie. Położono nacisk, że jeśli nie mieszka się wspólnie w tym samym domu, można się z taką osobą kontaktować wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne. Zwróćmy uwagę na ich słowa. W artykule "Odpowiedzialność rodzinna i utrzymywanie w czystości wielbienia Jehowy", odniesiono się do krewnych nie mieszkających w jednym domu: 

A jak się zachować, jeśli ktoś wydalony ze zboru Bożego złoży nieoczekiwaną wizytę u swego oddanego Bogu krewnego? Co powinien chrześcijanin w tym wypadku zrobić? Jeśli to jest pierwsza wizyta, to oddany Bogu chrześcijanin - gdy mu na to pozwala jego sumienie - może tym razem okazać wykluczonemu zwykłą uprzejmość, jaką się okazuje wobec członków rodziny. Ale nie musi tego zrobić. Jeśli już jednak taką uprzejmość okazuje, to powinien dać winowajcy do zrozumienia, że takie odwiedziny nie mogą wejść w zwyczaj. (...) Ekskomunikowany krewny powinien więc zrozumieć, że teraz nie jest tak mile widziany, jak przedtem, gdy jego postępowanie wobec Jehowy było właściwe. (The Watchtower z 15 lipca 1963, ss.443,444 [Strażnica nr14 z 1964])

Następnie The Watchtower nawiązuje do traktowania wykluczonego małżonka, który mieszka pod tym samym dachem:

Jeśli jednak ekskumunikowany mąż obstaje przy tym, że będzie mówić modlitwę przy posiłkach, to oddani Bogu członkowie rodziny nie mówią do tego „amen”. Również nie powinni tworzyć kręgu, podając sobie przy tym ręce, jak to jest niekiedy w zwyczaju. Takie postępowanie byłoby przejawem społeczności duchowej. Mogą jednak skłonić głowy i sami zwrócić się do Jehowy z cichą modlitwą. (The Watchtower z 15 lipca 1963, s.446 [Strażnica nr14 z 1964])

Ale uwaga! Czyżby "nowe światło" od Jehowy? Dziesięć lat później Bóg jak gdyby zmienił swój stosunek i zasady wobec wyłączonych ze społeczności i zadecydował okazywać im więcej miłości i miłosierdzia. Zwróćmy uwagę na artykuł ze Strażnicy z 1 sierpnia 1974 zatytułowany "Maintaining a Balanced View Toward the Disfellowshiped One":

Starsi po zborach, a także poszczególni ich członkowie, powinni się więc wystrzegać przybierania postawy zbliżonej do tej, którą zalecali pewni żydowscy autorzy rabiniczni w stosunku do pogan, traktując ich jak prawdziwych wrogów. ... (The Watchtower z 1 sierpnia 1974, s.467 [Strażnica nr22 z 1974])

Właściwe jest nienawidzenie zła, którego dopusciła się wykluczona osoba, nie byłoby dobre nienawidzenie tej osoby ani traktowanie jej w nieludzki sposób. (The Watchtower z 1 sierpnia 1974, s.467)

...nie "łączenie się towarzysko" z daną osobą albo traktowanie kogoś takiego jak "człowieka z narodów" nie powinno powstrzymywać nas od bycia grzecznymi, uprzejmymi, liczenia się z innymi i okazywania ludzkich odruchów. (ibid., s.468)

Jednakże nawet podczas tego okresu liberalizacji praktykowane było unikanie (w formie powstrzymywania się od okazywania takiej osobie ciepłych uczuć):

...Jak zatem rodzice mogą wprowadzać w życie nakaz o karceniu swoich dzieci w zgodzie ze Słowem Bożym, gdy jedno z ich dzieci jest wykluczone? Nadal mogą używać Słowa Bożego lub innych publikacji omawiających Biblię w szkoleniu syna lub córki, ale wtedy posługują się nimi w celu korygowania, jednak nie mają oni z nim takich dobrych duchowy więzi jak to się dzieje w przypadku innych dzieci. Jak to robić, rodzice zadecydują sami. Nie ma potrzeby okazywać wtedy nieuprzejmości, ale nie ma miedzy nimi a wykluczonym synem czy córką takich samych chwalebnych więzi duchowych, jakie przyznają innym. (ibid., s.470; kursywa dodana) 

Można sobie jedynie wyobrażać, jak to "specjalne traktowanie" wpływało na takie nieszczęśliwe dziecko.

Simon mówi . . . "Usztywnij stanowisko".

Czytanie wypowiedzi o byciu "courteous and humane" brzmi jakby Bóg się rozmyślił i zaczął odczuwać litość i współczucie wobec błądzących. Ale - co smutne - nie było to trwałe. Jehowa, według Towarzystwa Strażnica, powrócił do "starego światła" jako "nowego światła". I znowu przyniosło ono wyłączonym niemiłosierną, niewspółczującą nienawiść. The Watchtower z 1 stycznia 1983 oskarżyła każdego, kto został wykluczony (bez względu na powód) o posiadanie "naprawdę złego serca" albo obstawanie przy niegodziwym postępowaniu:  

Aby wykazać, że jeśli ktoś mimo wszystko został wykluczony, to musiał w tym czasie mieć naprawdę złe serce i zdecydowanie obstawać przy postępowaniu przynoszącym ujmę Bogu. Apostoł piotr wyraził się, że stan takiego człowieka jest gorszy niż wtedy, gdy jeszcze nie był chrześcijaninem; jest jak 'świnia, która została umyta, lecz wróciła do tarzania się w błocie'. (The Watchtower z 1 stycznia 1983 na s.30 [Strażnica nr8 z 1984, s.27])

Z pewną niechęcią The Watchtower przyznaje że ludzie są ludźmi. Dalej piszą tak:

Niekiedy wszakże zwykłe ludzkie uczucia i przywiązanie do najbliższych mogą oddziaływać tak silnie, że gdy w grę wchodzi członek rodziny, utrudniają w dużej mierze postępowanie zgodne z decyzją dotyczącą wykluczenia. (The Watchtower z 1 stycznia 1983 na s.31 [Strażnica nr8 z 1984, s.27])

W dalszej części ostro zaatakowano na przykładzie pary, w której jedna osoba została wykluczona. Gdy jakiś Świadek chciałby odwiedzić taką parę, musi zachować ostrożność, gdyż...

...człowiek pozbawiony łączności ze zborem najpewniej dostarczył dowodów na to, że nie zalicza się do kategorii ludzi, z którymi pragniemy przestawać. (...) Można udać się z taką wizytą pod spodziewaną nieobecność wykluczonego. (The Watchtower z 1 stycznia 1983 na s.31 [Strażnica nr8 z 1984, s.28])

Chociaż Świadkowie Jehowy woleliby sądzić, że wykluczeni dopuścili się rażącego grzechu za który słusznie według Biblii zasłużyli na wykluczenie (1 Kor. 5:13; 2 Jana 9-11), to prawda jest taka, że wielu wykluczonych po prostu nie zgadzało się z jakimiś szczególnymi naukami organizacji. Raymong Franz, były członek Ciała Kierowniczego Strażnicy w Nowym Jorku napisał:

Znam wielu ludzi, których postępowanie jasno dowodzi tej troski [o prawdę], a których napiętnowano jako "odstępców", "antychrystów", "narzędzia Szatana". W bardzo wielu przypadkach jedyną podstawą do takiego potępienia było to, że w szczerości swojego sumienia nie zgadzali się ze wszystkimi naukami lub praktykami organizacji. (Kryzys sumienia, Atlanta: Commentary Press, 1983, s. 32)

Franz pisze następnie o wykluczonych:

Jak musi się czuć matka, która widziała jak córeczka wychodzi z jej ciała, która opiekowała się tym niemowlęciem, troszczyła się o nie w chorobie, która uczyła nastolatkę przez lata dojrzewania, dzieliła z nią jej problemy, odczuwała jej rozczarowania i smutki jak gdyby były jej własne, wylewała razem z nią swoje łzy - jak musi czuć się taka matka, której córka, teraz już dorosła, odrzuca ją i to tylko dlatego, że jej matka okazuje wierność swojemu sumieniu oraz Bogu?

Jak musi czuć się ojciec lub matka wiedząc, że ich syn albo córka chcą zawrzeć małżeństwo, i mówi się im - z tych samych powodów - że 'byłoby lepiej, aby nie pojawiali się na ślubie', albo wiedząc, że ich córka urodziła dziecko, a mówi się im, że nie powinni przychodzić zobaczyć wnuka?

To nie są wymysły. Dokładnie takie rzeczy mają miejsce w przypadku wielu rodziców, którzy byli związani ze Świadkami Jehowy. (Kryzys sumienia, Atlanta: Commentary Press, 1983, s. 33)

Aktualnie Świadkom nie tylko nie wolno rozmawiać z każdym, kto opuścił organizację, ale mają ich unikać jak zarazy. Ci, którzy na własnym przykładzie doznali takiego zachowania mogliby dodać, że ŚJ unikają zwykle nawet nawiązania kontaktu wzrokowego z takimi osobami, a czasami mogą nawet wyprowadzić się z sąsiedztwa. Wszystko to jest częścią nastawienia, którym muszą "karać" człowieka, który odszedł, a kara te jest niemal zawsze natury psychologicznej.

Tym, którzy postanowili się odłączyć automatycznie przypisuje się złe pobudki i niegodziwe grzechy. Zwróćmy uwagę na sposób, w jaki Strażnica wyraża swój stosunek wobec takich "niegodziwców":

Zdarza się też niekiedy, że ktoś spośród Świadków Jehowy sam postanawia porzucić drogę prawdy, podobnie jak to opisano w Ewangelii według Jana 6:66. Nieraz nawet zawiadamia oficjalnie o tej decyzji, gdy tylko komitet w związku z jego grzesznym postępowaniem zaczyna podejmować odpowiednie kroki. (...) W takim wypadku starsi nie potrzebują kontynuować dochodzenia. (The Watchtower z 1 lipca 1984, s.31 [Strażnica nr18 z 1985, s.28]; kursywa dodana)

Zasugerowano, że ma on "grzeszne skłonności", i z tego powodu chce odejść, albo - co bardziej prawdopodobne - już jest uwikłany w jakiś grzech.

Simon mówi . . . "Zamknij oczy"

The Watchtower z 15 grudnia 1984, s.19 [Strażnica nr7 z 1985, s.9] dodatkowo usiłuje powstrzymać Świadków przed dowiedzeniem się zbyt wiele:

Zostaliśmy z góry ostrzeżeni, że wyłonią się odstępcy albo osoby, które po prostu lubią, żeby im łechtano uszy. Rady takie, jak choćby z Listu 2 Jana 9-11, 1 do Koryntian 5:11-13 oraz 2 do Tymoteusza 3:5, wykluczają możliwość utrzymywania kontaktów z ludźmi, którzy odwracają się od prawdy. Nie powinniśmy kupować ani czytać ich pism. 

Było oczywiste, że zbyt wiele osób wciąż kwestionowało Strażnicę, czytając literaturę odkrywającą jej przeszłość lub rozmawiając z wykluczonymi krewnymi. Z tego powodu w The Watchtower z 15 lipca 1985 roku [Strażnica nr13 z 1986, ss.26-28], Ciało Kierownicze zastosowało nakaz z 2 Jana 10 (przeciwko antychrystom) do tych, którzy sami się odłączyli. Nie pojawiła się żadna wzmianka o kontekście tego wersetu (wiersz 7 mówi nam, że są to ci, którzy zaprzeczają, iż Chrystus przyszedł w ciele). Niemniej jednak, kara skierowana przeciwko prawdziwym odstępczym nauczycielom, została teraz przypisana KAŻDEMU, kto sam się odłączył. Artykuł nie precyzuje tylko jak to całkowite unikanie ma być stosowane w wypadku krewnych mieszkających z kimś takim w jednym domu czy nie. Cytując ze swojej własnej książki Aid w nawiązaniu do "odstępców" powiedzieli: 

Ludzie tego pokroju, rozmyślnie porzucający zbór chrześcijański, wchodzą odtąd w skład 'antychrysta' (1 Jana 2:18,19)

Osoba, która świadomie i oficjalnie odłączyła się od zboru odpowiada temu opisowi. (Aid To Bible Understanding, s.31)

Co "Simon" powie kolejnym razem?

Biorąc pod uwagę wiele toczących się obecnie rozpraw sądowych w różnych częsciach Stanów Zjednoczonych i Kanady, trudno jest dokładnie powiedzieć co wydarzy się w ciągu następnych kilku lat. Najbardziej prawdopodobne jest to, że TS będzie dalej wzmacniało swoje twarde stanowisko przeciwko jakiemukolwiek komunikowaniu się z wykluczonymi przyjaciółmi bądź krewnymi. Powód jest prosty: Świadek może zostać zachęcony do zbadania historii i tajemnic organizacji Strażnicy, i na tej podstawie ponownie rozważyć swoją wierność wobec założonej w Nowym Jorku organizacji. Ponieważ obiektywna analiza organizacji Strażnicy w rzeczywistości zawsze prowadzi Świadka do odejścia, Ciało Kierownicze będzie chciało temu zapobiec bez względu na koszty. Tracąc swoich zwolenników utracą swoją władzę. Zatem jeśli "Simon" znowu coś "powie", kto mu podskoczy?